aajjjken tget-noł satis-fek szyn - (kategoria: ) - Nr. 1616263 (nachujtokomu?)
Jeszcze przed wyjazdem - jako, ze jestem ślepa okrutnie, a soczewki to mie sie gubią i rwą - udałam się do okulisty po papierek na szkła w oprawkach.
Pani doktor (!!!) zbadała oczy, coś pomruczała i wypisała receptę.
Wybrałam oprawki, ustaliliśmy z jedną firmą termin na pojutrze i spoko.
Jest pojutrze.
Dzwonię spytać o której mam przyjść po okulary.
- Ale przykro nam bardzo, jeszcze nie mamy.
- Ależ żaden problem, prosze zadzwonić, jak już będą.
- DObrze, najpóźniej za dwa dni, przepraszamy, do widzenia.
- Nie ma problemu, do widzenia.
Jest najpóźniej za dwa dni.
Nikt nie dzwoni.
Jest ponad najpóźniej, czyli trzy dni po. Nikt nie dzwoni. Nie denerwuję się, bo doskonale wiem, że czasami dostawy mają opóźnienia.
Po czterech zadzwoniłam.
- Przepraszamy, to wina przewoźnika, wszystko ustalamy.
- Spoko, luz. Zadzwonię po weekendzie.
Dzwonię.
- No przykro nam, ale ten przewoźnik...
- Proszę pani, ale to wasz obowiązek zadbać o to, zeby ten przewoźnik jednak dostarczył towar.
- No tak, przepraszamy, bla bla bla.
Po następnych kilku dniach dzwonię znowu.
Nie ma, przewoźnik, sranie w banie.
Wkurwiłam się.
Nie żeby jakoś chamsko, bo w głowie mi brzęczy, ze i tak wszyscy mnie mają za furiatkę. Więc nie chamsko, ale opierdoliłam.
Na drugi dzień telefon, że są olkulary.
No to jadę z Adamem. Nawet nie krzyczałam. Po prostu dopłaciłam resztę, odebrałam i wyszłam.
W samochodzie już rozpakowuję torbę, otwieram etui, a tam karteczka. I nagryzmolone ręcznie i z wykrzyknikiem:
- Zadzwonić zaraz po dotarciu przesyłku. WREDNA BABA!
Umarłam ze śmiechu
;))
© Copyright frotka 2005 - 2007 | proj.
graphic-arts | All Rights Reserved