2012
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
komoł bejbi dude lokomołszon
Zemsta najlepiej smakuje na zimno.

;-)
(frotka)
18.05.2012 :: 06:04 | Link | Komentuj (1) | up | down
brałn gerl inde ring szia lala la llla
Wróciłam.
Moskwa wciąż przyprawia mnie o drżenie nóg.
Przy wyjeździe bez wstydu płakałam.
Wjeżdżając do, czuję się, jakbym wracała do domu.
Wyjeżdżając, mam wrażenie, że śmigam na wakacje i zaraz wrócę.
Moskwa.
Mój dom.
(frotka)
13.05.2012 :: 16:08 | Link | Komentuj (8) | up | down
hołpin datju finkofmi tu
Utwardzacz Killys.
Naprawdę genialny.
Na tym kolażu słabo widać, a nie chce mi się kabla do aparatu szukać, żeby nowe zdjęcie zrobić, więc może tu będzie lepiej widać.



*** *** ***

Kurwa też słabo.
Idę poszukam kabla w takim razie.

No może będzie lepiej widoczny.

(frotka)
06.05.2012 :: 14:45 | Link | Komentuj (16) | up | down
fotografie w głowie zasną gdy nas ludzka złość
Jeszcze jeden post kosmetyczny dzisiaj.
Jak mnie naszło ;-)

Cienie, krem i podkład.

Krem, jasne.
Ręce, to część ciała, o którą zawsze dbałam najnamiętniej. Nawet kiedy się jeszcze nie malowałam, nie malowałam paznokci, nie stroiłam się, to ręce miałam zawsze nakremowane.
Dla samej przyjemności wcierania smarowałam je kremem.
Odwdzięczają mi się za to do dziś, bo są delikatne jak u dziecka.
Więc krem kupiłam będąc ostatnio w Body Shopie.
Świetnie nawilża, bardzo dobrze się wchłania i naprawdę robi mięciuśko.
Zapach bardzo intensywny. Ja mam migdałowy. Jeśli ktoś nie lubi, może przeszkadzać, bo naprawdę naprawdę mocny.
Były jeszcze dwa. Różany, który mi aż głowę odrzucił, taki okropny i jeszcze jakiś. Może aloesowy? Nie pamiętam.
Cena no to wiadomo. Body Shop najtańszy nie jest. Niecałe pięć dych.
Ale wydajny.
Jedna większa kropla wystarcza na obie dłonie.

Minus ma jeden, ale za to ogromny.
Rwie mi wszystkie torebki.
Opakowanie, to kawałek blachy.
Nie nawet metalu, jak kiedyś pasty do zębów były.
Nie-e.
Mnie się to kojarzy z kawałkiem odciętej blachy. I pastami do czyszczenia rąk ze smaru. Jak mój Igor ma po grzebaniu przy motorze.
Opakowanie jest straszne, ale tu się kłania takie jedno hasło, które najwyraźniej Body Shop propaguje.
Że nie ocenia się po wyglądzie, najważniejsze jest wnętrze.
A wnętrze tej blachy jest warte grzechu.



Podkład.
Dax Cosmetics.
Ten z kaszmirowej serii.
Kryje, matuje, spełnia funkcję.
Sto punktów za to, że nie brudzi ubrań!
Jak przy każdym szanelu czy innym diorze miałam wszystkie golfy w kolorze twarzy, tak tutaj nic.
W ogóle nie brudzi. Pod warunkiem oczywiście, że najpierw damy mu w skórę wejść.
A wchodzi przepięknie.
Nie widać, że jest na twarzy, a jednocześnie widać, że jest, bo znikają wszystkie żyłki i przebarwienia.
Odstawiłam wszystkie inne podkłady.
Do tej poru numerem jeden był Lancome, teraz to jest ulubieniec.
Nie trzeba poprawiać w ciągu dnia, nie ściera się, nie znika.
Nie wiem tylko czy jest wodoodporny, bo unikam otwartej wody.
Choć tak sobie teraz przypominam, że zmokłam nie raz i nic mu nie było.
Godny uwagi.

I cienie jeszcze mi zostały.
Kocham cienie yves saint laurent.
Są delikatne, ale bardzo wyraźne.
I mają wiele kolorów.
I kolory wyglądają dokładnie tak, jak w pudełku.
I pachną!
I bardzo dobrze się rozprowadzają. I nie obsypują nawet bez bazy pod cienie. Bo ja bazy nigdy do tej pory nie używałam, więc wiem.
I są bardzo, bardzo wydajne.
I nie pękają, jak spadną z wysokości szyi ;P
(frotka)
05.05.2012 :: 22:31 | Link | Komentuj (12) | up | down
ty datykajesz mojich ruk
Pisząc o perfumach, prysnęłam nadgarstek.
Było ostro.
Teraz, kiedy wtulę nos, wyczuwam coś słodkiego.
Odurza.
Ojesssu, jak kocham te perfumy!

*** *** ***

Kurwa umarłam!!!
Konsystencja jak aksamit!
;-)))))))))
;)))
Nie wiem o co mi chodziło.
Może o to, że taka mięciutka, że taka delikatna, że taka mmmmmmmhhhhhmm
aksamitna.
Ale na boga jedyną, nie konsystencja jak aksamit!
Amsiory.
(frotka)
05.05.2012 :: 22:04 | Link | Komentuj (2) | up | down
jo sołfa rałej sołfa rałe e ej ju leftmi
Następne zdjęcie z zamkniętą gębą ;-))

Jedna pomadka wystarcza mi na dwa lata.
Nie bawię się w sprawdzanie na forach i u poradników wszelkiej maści kiedy kosmetyk powinnam wyrzucić.
Sama widzę.
I skoro pomadka w żaden sposób nie zmienia swoich właściwości, konsystencji, nie pryszczy mi ust i pachnie wciąż tak samo obłędnie, a wargi po niej nadal mam na miejscu, to nie widzę powodu, żeby ją wyrzucać tylko dlatego, że jakiś makijażysta tak twierdzi.
Potrafię wyrzucić tusz do rzęs po tygodniu, jeśli się zbryli i osypuje mi z rzęs. Nie ratuję go płynem do demakijażu dwie krople do buteleczki i wstrząsnąć, tylko wywalam.
Bo jest już niedobry.

Dlaczego to piszę.
Ano dlatego, że na kosmetyki wydaję dużo forsy i sama się przed sobą próbuję usprawiedliwić.
Ale skoro pomadka wystarczy mi średnio na dwa lata, to nawet jeśli wydam na nią ponad stówkę, i tak mi się opłaca.
Bo miesięcznie będzie mnie kosztować niewiele ponad pięć złotych.
No halo!
Pięć złotych!



Przepiękny kolor, nie?
Zakochałam się w nim już w sklepie, zanim w ogóle dotknęłam ust.
Konsystencja jak aksamit.
Idealnie się rozprowadza, pachnie obłędnie, smaku żadnego - czujesz, że coś masz, ale ani to chemią, ani landrynkami.
Klasa.
Trwała.
Pół dnia bez poprawiania, a ja bardzo często przygryzam usta.
I wciąż żłopię kawę. Kubek odpalam od kubka.
Jeśli chodzi o pomadki, to uważam, że warto kupić dobrą, nawet za dużo pieniądzorów.|
Choć, jak już tłumaczyłam na początku, nie wydaje mi się to ceną nie do przeskoczenia.

I kolejna perła.
Mój numer jeden, cudotwórca i w ogóle robi mi dobrze w każdej możliwej pozycji.
Tusz do rzęs.
Lancome to jedyna firma, która nie kłamie.
W dupę sobie mogę wsadzić wszystkie tusze loreala, które mają mi zrobić rzęsy jak firany, tusze astorów czy innych mejbilinów.
Wsadzić w dupę i szczoteczką w środku pogrzebać. Może mi tam jelito wydłuży.
Bo nie sądzę, żeby rzęsy.

Ile ja się tego tałatajstwa nawypróbowywałam!
Ile wyrzuciłam, ile oddałam, ile jeszcze mam i wysycha w stojaku.
Jeden był kiedyś dobry.
Constance Carroll.
O kurwa mać jak wydłużał!
I kosztował grosze.
Ale oczywiście nigdzie go już nie widać.
Co więcej, on NAPRAWDĘ podkręcał rzęsy.
Nieważne. Zniknął mi z pola widzenia.

No i Lancome się ogłosiło, że mi zrobi rzęsy jak u lalki.
Chachachacha co nie?
Moje rzęsy? Jak u lalki? Gdzie ja NIE POSIADAM rzęs?
Dawajcie.

I co, i przysiadłam.
Bo tusz działa, robi mi rzęsy, wydłuża i naprawdę jest cudotwórcą. I jak będzie apokalipsa, to ja spakuję do torebki niebieskiego Pottera i ten właśnie tusz.
Kiedyś pokażę, jak to wygląda na moich rzęsach.
Gdzie zdjęcie "przed" będzie

:

a zdjęcie "po" będzie

>.
>.

Zobaczycie.
Muszę tylko takie zdjęcie zrobić, żeby nikt mnie nie rozpoznał.
Bo ogólnie to mam dużo, ale na zbliżeniu nie widać za dobrze, a całej twarzy nie pokażę.
I tak podobno puzzle mają powstać ;D

Szczotka bardzo dobra.
Dzięki temu zwężeniu docieramy do wszystkich rzęs w wewnętrznym kąciku oka. To też pomaga je wydobyć.
Kolor mam oczywiście czarny. Nie wiem czy inne działają, ten jest warty swojej ceny.

(frotka)
05.05.2012 :: 21:46 | Link | Komentuj (9) | up | down
słoneczna kropelka kropelka złotych marzeń
O, właśnie zobaczyłam, że przegapiłam jeden lakier.
Magnetyczny.
Serio działa i serio wychodzą takie wzorki, jak to pokazują na opakowaniach.
Oczywiście pięćset razy mniej intensywnie się od siebie odcinają, ale wzroki naprawdę ładne.
Nie pokażę efektów, bo kupiłam Rudej.
Ale jak jej pomaluję, to może pozwoli zrobić zdjęcia.
Są dwa rodzaje - paski i te gwiazdki jakby.
Jak się komuś nie chce malować wzorków, to warto kupić. Szczególnie, że razem z magnesem kosztuje do dwóch dych.
Nie radzę malować na kacu, bo jak ręka drży, to łatwo zniszczyć.
Magnes trzeba trzymać naprawdę naprawdę niziutko nad paznokciem, żeby wyszedł wyraźny wzór.
Ułamki milimetra dosłownie.
(frotka)
05.05.2012 :: 21:01 | Link | Komentuj (0) | up | down
święcona woda tu nie pomoże tylko orginał jescoś wart
Jak dalej będę tak tęskniła, to niedługo będę ważyć dwieściepiejesiąt kilo.
I zamiast chodzić, to będę się przetaczać z pokoju do kuchni.
Aktualnie mam ochotę na grzanki w jajku.
Jajka mam.
Chleb tostowy też.
Mam też warunki, żeby grzanki zrobić.

A na razi ciąg dalszy zakupów.

Lakiery do paznokci.
W rossmannie trafiłam na wyprzedaż miss sporty.
Po 2,99 zł. Piękna cena.
Kilka kolorów, pewnie się nie sprzedawały, kupiłam właśnie po niecałe trzy złote.
Pozostałe normalnie, po pięć coś.
I tak, uważam, niedrogo, jak na jakość lakieru.
Na paznokciach trzyma się co najmniej trzy dni.
Nie wiem czy dłużej, bo rzadko zdarza mi się chodzić z jednym kolorem dłużej niż dwa-trzy dni.
Ale do trzech spokojnie, bez odprysków i bez przetarć.
Kolory tak intensywne, jak w butelce, co jest cudowne, bo czasem jest tak, że w butelce głęboka czerwień, a na paznokciu przejrzysta. Jakby rozwodniona.
Nakłada się rewelacyjnie, oprócz dwóch.



Ten pierwszy jasnoceglasty, ten łososiek jakby.
I ten za nim. Bardziej pomarańczowy.
Robią się smugi przy pierwszym malowaniu.
Druga warstwa już okej, kryje wszystko ładnie, ale pierwsza nie zachęca.
Pozostałe bez problemów.
Pędzelki płaskie.

Utwardzacz Killys to po prostu bogini wśród utwardzaczy.
Wydajna.
Bardzo płynna, dzięki czemu aplikacja to łatwizna.
Nadaje piękny połysk i podkreśla kolor.
Rewelacja przy malowaniu paznokci w moim stylu, czyli wzorki, przejścia, cieniowania, kreski. Łączy wszystko tak, że nie kłuje w oczy przejście kolorów, wygładza.
Wysycha piorunem.
Nie mierzyłam nigdy, ale myślę, że dwie minuty i można śmiało zapinać zamek w dżinsach po sikaniu.
Bo wiadomo, że sikać się chce najbardziej zaraz po pomalowaniu pazurów ;))

Jedyny mankament, to koszmarny zapach.
Faceci nie wytrzymują i zawsze zbieram joby.
Ale warto.
Mimo zapachu, nie zamienię na żaden inny utwardzacz.

Co tam jeszcze jest, muszę na zdjęcie zerknąć.
Fiolet EVELINE dobry. Ładny odcień, nakłada się przeciętnie, schnie dość szybko.
Czerwień boska na paznokciach. jeszcze lepszy odcień niż widać po butelce.
Ozdabiacze jak ozdabiacze.
Ten duży w normalnym pędzlu. Mały w cienkim. Ładnie, bo gęsty i nie trzeba się męczyć, żeby zrobić wzory.

To już nie ostatni zakup, ale mam w bukiecie, to wrzucę.
Dostałam na urodziny i jak widać po stopniu zużycia, jestem w nich zakochana.



Na początku pachnie ostro, potem łagodnieje, ale też nie do końca.
Mnie się wydaje, że wyczuwam piżmo i sandałowca, ale głowy nie dam uciąć.
Choć prawie wszystkie moje perfumy zawierają piżmo albo sandałowiec, więc całkiem prawdopodobne, że w tych też coś jest.
Zapach taki, że aż chce się w niego wtulić.
Kiedy mam na nadgarstku, wciskam w niego nos i chłonę.
Obłęd.
Świetne opakowanie.
Ze mnie to taki trochę pajobek z perfumami i oprócz zapachu, to one jeszcze butelkę powinny mieć odpowiednią.
Ta idealnie pasuje do zawartości.
Rano cała ceremonia z pryskaniem się.
Otwieranie tuby, wysuwanie najpierw worka, potem butelki z worka, chowanie, zaciąganie sznureczka.
Mniammmmm.
Mówiłam, że pajobek ;P

Eyelinery.
Karola wybierała, więc kolory oczywiście oczojebne.
Bardzo, bardzo intensywne.
Malowałam kreski, ale rozcierałam potem delikatnie i o wiele lepiej wyglądały takie mniej ostre.
Przynajmniej na mnie.
Nie, nie pokażę zdjęć oka ;P

W kosmetykach sephory podoba mi się to, że mają naprawdę intensywne kolory.
I taki sam kolor jak w opakowaniu będzie na oku czy na paznokciu.
Bell na przykład pod tym względem to kupa.
Robią mega mocny cień w pudełku, a jak się to na powiekę położy, to trzeba się naprawdę dobrze przyjrzeć, żeby zauważyć, że jest.
Nie lubię tak.
Jak chcę delikatniejszy makijaż, to słabiej maluję. Albo rozmywam wanilią.
Pędzle czy tam patyki w eyelinerach dość dobre.
Cienkie, elastyczne, nie drapią oka. Bo niektóre potrafiły mi podrapać.
Fiolet ładnie mi podkreślił tęczówkę.
Jak się za dużo pomaluje za jednym zamachem, to nie można mrugać przez dłuższą chwilę, bo musi zaschnąć.
I jeszcze ja mam opadające powieki, więc kiedy otworzyłam szeroko oczy, żeby pomalować przy dolnej, to mi się odbitka zrobiła na górze :D
Ale to w sumie dobrze, że produkt nie zastyga już w połowie malowania.



Błyszczyki średnio dobre.
Bourjois ma o niebo lepsze, ale Mała się uparła, żeby kupić te dwa to wzięłyśmy.
Chociaż!!!
Średnio dobre, to nie znaczy, że złe.
Bo połysk nadają bardzo ładny. Na ustach ten pierwszy ze zdjęcia, ten, co stoi prosto.
Ładnie błyszczy, nie?
Aplikator na pewno lepszy niż te zwykłe pałeczki z gąbką.
Choć moje ulubione to i tak pędzelki. I znowu Bourjois się kłania ze swoimi cudownymi pędzelkami.
Zapach typowy dla L'Oreala, nie powala na kolana. Smak tez taki sobie.
A, nabiera się dość sporo za jednym razem, co dla mnie jest plusem, bo się nie trzeba bawić w machanie tym patykiem po butelce.
Dość długo trzyma się na ustach, nawet przy piciu kawy i piwa.
(tylko na kawie i piwie sprawdziłam :P)
(frotka)
05.05.2012 :: 20:57 | Link | Komentuj (4) | up | down
czujejakza drwiła z nas
Miałam się pomierzyć, ale kot zjadł centymetr.

Niesamowite wrażenie.
Wczoraj ta burza.
Igor mieszka ode mnie dobrych pięć kilometrów.
Dzwoni.

- Siostra, ale wali! Nici z grilla chyba.
- Piękna jest, nie?

W tym momencie niebo rozjaśnił błysk.

- O kurwa! Ale błysnę... - Igor urywa w połowie słowa, a ja słyszę w słuchawce przepotężny huk. Ale to taki, że mam wrażenie, że nawet mój telefon drży.
- Kurwa! Igor! A u mnie jeszcze nie ma huku, tylko błysk! - zdążyłam to powiedzieć, kiedy i u mnie grzmot zatrząsł blokiem.

Ja pierdolę!
Nieziemskie przeżycie.
Człowiek wie, że od błysku do grzmotu, że jeśli burza jest dalej, że u kogoś może już lać, a do mnie dopiero.
Ale to!
Cudowne!
Zobaczyć jeden błysk piorunu i usłyszeć ten sam grzmot dwa razy.

Nic dwa razy się nie zdarza?
Pffffffff
Frotka jeden grom przeżywa tyle razy, ile chce!
Prawie jak Chuck Norris ;-))

Kosmos.

(frotka)
05.05.2012 :: 10:38 | Link | Komentuj (3) | up | down
trzechwe sołych jeden smutny bomiał żo onę
Jak już jestem w bukiecie, to będąc pod wrażeniem odkrycia Marsa, mojej planety - matki, pomalowałam paznokcie we wzorek Zachód Słońca na Marsie i Jeden Zachód Księżyca na Wenus.
Niedawno skaf_ pokazywała paznokcie i nawet spytałam ją czy przypadkiem nie odbierze tego jako tombakowanie, ale uznałam, że przecież to już nie pierwszy raz.
Ze wszystkich zdjęć, to chyba paznokciami chwaliłam się najczęściej.

Więc mój manikjur.



Nie mam pomysłu na jutro. W sensie że jak pomalować.
A gdybym miała wybrać moją aktorkę idolkę jeśli chodzi o styl.
Życia, bycia, ubierania się, czesania i w ogóle, to bezapelacyjnie byłabym nią:



Uwielbiam ją za to.
I myślę, że byłabym świetną gwiazdą.
Taką, co ubiera się tak samo na trzy imprezy z rzędu.
I nosi odpalone torebki.

(zdjęcie ukradzione chyba z pudla)
(frotka)
05.05.2012 :: 09:53 | Link | Komentuj (3) | up | down
ipow racałam jusznie ta aka
Kupiłam nowe zabawki.
Duzio duzio nowych zabawkóf.
Między innymi piekło do ciałka.
Ale działa na mnie, a w tej aptece, gdzie mam kartę, były świetne promocje, więc co miałam nie kupić, nie?




Kupiłam też nowe pacynki do cieni.
Wolę pędzle, ale czasem trzeba coś mocniej rozetrzeć i wtedy gąbeczka sprawdza się najlepiej.
Wprawdzie do każdych prawie cieni dołączone są w pakiecie, jednak na dłuższej rączce są wygodniejsze do używania.
Błyszczyk.
Nie polecam.
Nie był drogi, więc forsy mi nie żal, ale nie polecam ze względu na zapach.
Mocno chemiczny. Może nawet nie tyle chemiczny, co mi się z jakimś lekiem kojarzy.
Brzydko niepachnie ;)
W usta robi mi zimno. Ma przepiękny kolor, nabłyszcza, zjada się średnio. O właśnie! W smaku też nie bardzo.
Więc kolor i nabłyszczenie śliczne. Trwałość - no cóż. Za taką cenę nie jest źle.
Ale zapach odrzuca.
Nie polecam, więcej nie kupię.



Dziesięć lat temu miałam cudowny błyszczyk.
Rochel.
Jeden napis. Nie wiadomo czy to producent czy firma czy co jeszcze.
Obłędnie pachniał, trzymał się na ustach cały wieczór i był tani jak barszcz.
Jeden taki miałam.
Nigdzie go potem nie mogłam znaleźć.

Usta z błyszczykiem, który na zdjęciu.



Ładnie wygląda.
Nosz kurwa gdyby nie ten zapach!

(frotka)
05.05.2012 :: 09:40 | Link | Komentuj (7) | up | down
jesień wszystko odmienia
I kiedy ona dzisiaj mówiła, że nie może oddychać, to czułam to razem z nią.
Głos jej się łamał, a mnie po policzkach spływały łzy.
Dusiło mnie w środku i nie mogłam zaczerpnąć oddechu.
Tak bardzo, bardzo podziwiam to, co zrobiła.

Wiem, postać filmowa.
Wymyślona.
W życiu się tak nie układa.
Ale jednak.
Moja idolka na dziś.
(frotka)
04.05.2012 :: 20:00 | Link | Komentuj (6) | up | down
wieczny mipja nymi
Nagle zrobiło się cicho.
(frotka)
04.05.2012 :: 17:06 | Link | Komentuj (3) | up | down
byna jawie przeżyć
No to siedzę i sobie sączę tego szejka na balkonie.
Sączę.
Tu sobie muzyczkę zmienię, tam wpis na blogu zrobię, tu loda komuś pstryknę, tam w niebo zerknę...
Fuck!
Jeszcze raz zerknę!
Przysięgam.
Jedna gwiazda świeci na czerwono.
Może nie taki to czerwony jak paznokcie mam na stopach, ale czerwonawy.
Ja wiem, że mam wadę wzroku, no jak nie mam jak mam?
Ale wszystkie gwiazdki naokoło takie niebieskawe, lodowate, srebrnawe, a ta z lewej strony księżyca ciepło świeci.
Złotoczerwonomiło.

To popaczę jeszcze.
Może odkryłam nową gwiazdę?
Jakby co, to ZAMAWIAM!

Nazwę ją Frozgwiazda.
(frotka)
03.05.2012 :: 21:29 | Link | Komentuj (11) | up | down
porkemem łero jamores inas tas
Dziś totalny dzień dziecka sobie zrobiłam.
Z wyspaniem się, snuciem się po chacie z fryzem nocnym, potem godzinne śniadanie, znowu zabunkrowanie się na balkonie, tłuste żarcie i dwa lodowate piwa w bazie i inne takie fajne zabawy.
Ale na koniec dnia to już przesadziłam.
Strzeliłam na kolację bombę kaloryczną.

Dwie łyżki mleka w proszku wymieszane z jedną drugą szklanki mleka zwykłego.
Do tego pół szklanki śmietanki 30 procent.
Do tego cztery kulki lodów czekoladowych.
Miiiiikskskskskkskskskkskskks!!
I do wysokiej szklanki na piwo.
I przez słomkę.
Właśnie sączę.

A co?
A mogę.
Bo kurwa zaraz zwariuję z tej tęsknoty ;-D
(frotka)
03.05.2012 :: 21:04 | Link | Komentuj (2) | up | down
księga gości

admin




emalja

Wkurw(0)

Wyślij wiadomość

MOJE GG

MŁA PRZED REWOLUCJĄ
PRYWATNIE
.
KARO
ZBOCZONA MAŁOLATA
ROZWYDRZONA
ZIUTKI
IDIOMKA
MIG
MGiH
MAMABLUES
.
MOJA CZYTELNIA
BO UMIEM
NOTES I LINKOWNIA
ACH!
BIUSTY W GÓRĘ
KSIĘGARNIA